Telefon od mamy. Jeszcze nie odbierasz, a w żołądku już jest ścisk. Wiesz, że rozmowa skończy się tym samym: Ty tłumaczysz, ona nie słyszy, Ty kończysz bardziej zmęczona niż przed połączeniem.
Albo jesteś już po spotkaniu. W samochodzie, w windzie, w łazience. Przewijasz w głowie każde zdanie. Co powinnaś była powiedzieć. Co powiedziałaś źle. Jak znowu dałaś się wciągnąć w role, które znacie od lat: ona ocenia, Ty tłumaczysz.
Na zewnątrz masz dorosłe życie. W środku, przy niej, czasem nadal jesteś małą dziewczynką. Masz 30, 40 albo 50 lat, a jedno spojrzenie wraca Cię do pokoju z dzieciństwa.
I jest jeszcze druga myśl, ta, której prawie nie wypowiadasz na głos: boisz się, że powtórzysz ten schemat z własnym dzieckiem. Że córka usłyszy w Twoim głosie głos babci. Że miłość i krzyk znowu pojadą w jednej paczce.
Jeśli coś z tego brzmi jak Ty, jesteś we właściwym miejscu. Nie musisz niczego kupować, żeby to nazwać.